iTechArt logo

"Jeśli chcemy coś zrobić, to po prostu to zróbmy". Wywiad z Bartoszem Zarembą.

Development & QA

Rośniemy w siłę – mówi Bartosz Zaremba, nowo mianowany manager nowo powstałego, pierwszego departamentu w strukturach iTechArt Polska. Człowiek pracy, dobrze ubrany AFOL i zaangażowany petrolhead, dzieli się swoimi przemyśleniami o firmie, etyce pracy, historii zawodowej, planach dla wrocławskiego biura i nie tylko. 

W iTechArt jesteś dopiero od 1 grudnia 2021, a w tym czasie zdążyłeś przejść, czy może raczej przebiec, ścieżkę od group managera do heada pierwszego polskiego departamentu. Jak podsumowujesz ten okres? 

To mega-duże wyzwanie. Tego się spodziewałem, tego chciałem. Im więcej odpowiedzialności na moich barkach, tym lepszy performance, bez tego czuję się źle. Nie lubię się nudzić. Nie codziennie dostaje się możliwość budowania oddziału firmy praktycznie od zera, a tak zaczynaliśmy we Wrocławiu. Angażowałem się w rzeczy, które być może wykraczały poza moje kompetencje, ale poczuwałem się do tego, żeby w biurze działo się dobrze, jak w przypadku ogarnięcia awarii ekspresu do kawy. Kawa jest dla programistów najważniejsza. 

Kto pił tę kawę na początku? 

Zaczynaliśmy z grupą pięcioosobową, która dzięki naszemu wspaniałemu Recruitment Team jest już kilkukrotnie większa, a w najbliższym czasie powiększy się jeszcze parokrotnie. Było śmiesznie, przeżyliśmy to, teraz wrocławski oddział zaczyna funkcjonować tak, jak powinien. Mamy już Anię z HR-u, Natalię z rekrutacji, mamy swojego Office Managera, Slavę, wielkiego bossa, o którym warto wspomnieć. Jest Rafał, nowy IT-admin, mamy też nareszcie Happines Managerkę - witaj Klaudio! Stajemy się taką pełnoprawną jednostką iTechArt, która może samodzielnie działać. 

Przez te pół roku wydarzyło się tyle rzeczy, że pewnie trudno będzie je wymienić? 

Zaczynając od poznania firmy, przez zaproponowanie swojej wizji i strategii na rozwój lokalnego oddziału, po odpalenie rekrutacji i budowanie struktur. Żeby móc działać projektowo, musimy mieć mocny zespół. Sam wrocławski rynek jest pod kątem rekrutacji ekstremalnie trudny. Z jednej strony jesteśmy nazywani polską „Doliną Krzemową”, jest tu wiele poważnych firm, wielu utalentowanych specjalistów. Wrocław naprawdę stoi IT. Z drugiej strony zachęcenie takich osób do przyjścia do nas, do firmy, która dopiero raczkuje na naszym rynku, jest dużym wyzwaniem. Ale mamy już swoje małe sukcesy. Ważna jest też oczywiście integracja obecnego zespołu, utworzenie balansu między narodowościami. Dalej czekamy na oficjalne otwarcie nowego biura, na imprezę inauguracyjną. Po tym wszystkim będziemy jeszcze bardziej rozpoznawalni na rynku wrocławskim. Teraz, z Happiness Managerką, to wszystko na pewno się uda.  

Jak będziecie działać? 

Przyświeca nam idea: jeśli chcemy coś zrobić, to po prostu to zróbmy. Moim zdaniem nie jesteśmy korporacją, nie mamy ciężkich procesów. Proces sam w sobie nie jest niczym złym, mądrze zaprojektowany i zeskalowany pomaga w rozwiązywaniu kwestii w ustrukturyzowany sposób. To coś, czego oczekiwałem. Dostać pole do działania i móc pozwolić swojej kreatywności płynąć. Mocno wspieram wszystkie inicjatywy tworzenia procesów wewnątrz firmy i będę to robił dalej, bo jest to coś, co chciałbym rozwijać. Budujemy markę, przy wsparciu moich wspaniałych kolegów z działu komunikacji – Marty i Michała. Zostałem zaangażowany w promocję firmy w naszym mediach społecznościowych, głównie na LinkedIn, posty, zdjęcia, zaczepki. Zaczyna to przynosić efekty, odzywają się różne osoby, które widzą, że coś się dzieje, że jesteśmy obecni na rynku wrocławskim i nawet z samej ciekawości pytają o firmę. Często z takich rozmów wynikają bardzo fajne rezultaty w postaci nowych członków zespołu. 

Wspomniałeś o małych sukcesach, możesz się nimi pochwalić? 

Jednym z sukcesów jest utworzenie zespołu DATA engineering, z Dawidem Grądkiewiczem, który jest naszym Head of DATA Family. Sam zespół jest w drodze, już zrekrutowany, a będzie jeszcze rósł. To coś unikalnego, co dzieje się głównie we Wrocławiu, ten kawałek tortu jest dla nas, ale nie zamykamy się. Ideą naszych rodzin technicznych jest to, żeby móc ze sobą współpracować na zasadach dawnych gildii i stowarzyszeń rzemieślników, w formie transferu wiedzy i dzielenia się doświadczeniami. 

Miałeś okazję brać udział w powstawaniu rodzin technicznych? 

Tak, dałem swój feedback, to wizja, którą w pełni popieram i rekomendowałem jej wdrożenie. Jest to bardzo nowoczesne podejście. Cieszę się, że udało się to zrobić, Wrocław ma i będzie miał swoich reprezentantów. Ta koncepcja jest unikalna, nawet w skali firmy, bo jako Unit PL jesteśmy prekursorami w wyznaczaniu nowych trendów, nowych standardów. Możemy wprowadzać coś nowego w kilku iteracjach, uzyskać informację zwrotną, nanieść poprawki i na zasadzie ciągłego uczenia budować nasze nowoczesne podejście do rozumienia organizacji. 

Czy ta nowość jest atrakcyjna również dla osób, które właśnie dołączają do iTechArt? Takie okoliczności często dają szerokie pole do działania.  

Staram się to przekazać w procesie rekrutacyjnym. Tak, jesteśmy globalni, tak, mamy swoje sukcesy, firma jest obecna na rynku od 20 lat, zatrudnia kilka tysięcy osób na całym świecie, otwieramy coraz to nowe biura w nowych lokalizacjach, ale są obszary, które nie są zagospodarowane, o które musimy powalczyć. Tutaj też liczy się pewien mindset kandydatów. Jeśli ktoś przychodzi i mówi, że ma pomysł, chciałby coś zrobić, chciałby coś wdrożyć, to jak najbardziej, jestem za. Wiem, że nie tylko Wrocław, ale cały nasz polski unit jest na to otwarty. 

Dosłownie przed chwilą zostałeś mianowany headem pierwszego departamentu, który powstał w polskim unicie iTechArt. Co stało ze decyzją o jego utworzeniu? 

Powstanie departamentu to odpowiedź na dynamiczny rozwój i wynikające z niego potrzeby. Rośniemy w siłę. Wizja struktury departamentu zakłada powołanie nowych liderów, a kompozycje grup i zespołów są i będą oparte o centralizację i kompetencje techniczne, co ma swoje naturalne rozwinięcie w koncepcji rodzin technicznych. Takie podejście stanowi solidny fundament do dalszego rozwoju i wprowadzania w życie kolejnych inicjatyw. Warto wspomnieć tutaj chociażby o przyszłych planach na rozszerzenie portfolio kompetencji, których obecnie jest już ponad dziesięć, na rozpoczęcie programów stażowych dla najlepszych kandydatów z rynku oraz priorytetowym celu dla całego iTechArt Poland, jakim jest powołanie centrum kompetencji FinTech, które zostało ostatnio oficjalnie ogłoszone.

Przyjmijmy, że bierzesz udział w rekrutacji: gdzie widzisz wrocławski oddział za pięć lat? Przyjmując, że wszyscy zostają na pokładzie, tylko rośniecie. 

Chciałbym, żeby za pięć lat wrocławski iTechArt był przede wszystkim rozpoznawalną marką na lokalnym rynku, żebyśmy brali udział w meetupach, konferencjach, bądź sami je organizowali. Żebyśmy zaangażowali się w akcje społeczne, z korzyścią dla miasta czy konkretnych organizacji pozarządowych. Przede wszystkim chciałbym jednak, żeby to było takie miejsce dla programistów, którzy wiedzą, że mogą się w nim rozwijać. W ciągu pięciu lat jesteśmy w stanie urosnąć do bardzo dużych rozmiarów, to może iść w setkach, ale nadal nie chciałbym, żeby wrocławski oddział stał się typową korporacją. 

Powiedziałeś wcześniej, że szukałeś takiego wyzwania. 

Zawsze marzyłem o takim wyzwaniu. Ten wielki znak zapytania to był jeden z głównych czynników decydujący o moim dołączeniu do iTechArt. Nie każda osoba czuje się dobrze z odpowiedzialnością, a ta jest bardzo duża. Mamy osoby, o które musimy zadbać, o ich satysfakcję, komfort, rozwój. Natomiast jako manager muszę też zadbać o pewnie KPI-e, więc jest to wielotorowe. Nie każdy takiej odpowiedzialności podoła bądź chce podołać. To wyłącznie mój wybór. Szczęśliwie iTechArt wyszukał mnie na LinkedIn, sam proces rekrutacyjny był ciekawy, ale i wymagający. Miałem okazję porozmawiać z Pawłem Cebulą, dyrektorem polskiego unitu, jak i z COO, Denisem Pakhomovem. Co tylko pokazało, że iTechArt podchodzi do sprawy poważnie. Możliwość porozmawiania z C-level managementem już podczas rozmowy rekrutacyjnej nie zdarza się często.  

Jaka jest twoja historia, co doprowadziło Cię do tego momentu? 

Moja kariera to naturalne przejście ścieżki od programisty do managera. Zaczynałem w obszarze bankowości, baz danych. Bycie byłym programistą daje mi to przewagę, bo rozumiem osoby, z którymi współpracuję, byłem po ich stronie. Rozumiem ich potrzeby, bolączki, wiem jak to z ich strony wygląda, bo sam tego doświadczyłem. Jednocześnie rozumiem cele firmy, wiem, dlaczego od menadżerów wymaga się takich, a nie innych działań. Ta mieszanka mojego doświadczenia spowodowała, że jestem w tym miejscu. Z każdym kolejnym rokiem stawiałem sobie kolejne wyzwania, zyskiwałem nowe umiejętności, a przede wszystkim tą samoświadomość: czego oczekuję, co chciałbym osiągnąć. Czasami musiałem rozpychać się łokciami, ale pewne rzeczy spływały naturalnie. Jestem taką osobą, która widząc przestrzeń do zagospodarowania, że coś jest zaniedbane, coś można zrobić lepiej, podnoszę rękę i zgłaszam chęć do zarządzenia tym tematem. W pewnym momencie zaczął spływać feedback, z którego wynikało, że dobrze współpracuje się ze mną jako liderem. Przede wszystkim jestem osobą spokojną, to moja cecha dominująca. Nawet w obliczu totalnej klęski, jestem w stanie spojrzeć na problem z różnych perspektyw.  

Prywatnie też jesteś tak dobrze zorganizowany? 

Ja jestem człowiekiem pracy. Tak zostałem wychowany, to przekazali mi dziadkowie, rodzice. Ciężką pracą można dojść do sukcesu. Widzę to w swojej rodzinie z pokolenia na pokolenie, to samo chciałbym zaszczepić mojemu synowi. Ta proaktywność pomaga mi w życiu codziennym, bo jeśli jestem dobrze zorganizowany w pracy, jestem dobrze zorganizowany w życiu prywatnym i na odwrót. W firmie są spore wymagania, jest bardzo dużo spotkań, dzieje się wiele rzeczy, szybkie przełączanie kontekstów nie jest łatwe. Umysłowo to bardzo wymagająca praca, ale nauka zarządzania czasem i zadaniami procentuje w życiu codziennym. Przy rodzinie, przy dziecku, trzeba mieć zawsze jakiś plan. Jeśli potrafi się to robić, to życie prywatne też mija spokojniej. 

Przyjmijmy na potrzeby naszej rozmowy, że Twoja żona i syn wyjeżdżają na weekend i wpadają do ciebie koledzy. Co robicie? 

Ja jestem przede wszystkim zakręconym petrolheadem. Jeśli weekend, to Formuła 1 i mistrzostwa. Z czasem jest różnie, ale zawsze staram się oglądać, od treningów po wyścig. To takie małe, prywatne hobby, którym lubię się dzielić, zwłaszcza z rodziną. Całą nasza trójka podziela wspólne hobby, więc nie muszą wyjeżdżać na weekend 😊 A jeśli już, to marzę o tym, żeby w końcu razem pojechać na jakiś wyścig, przymierzam się do tego od kilku lat. 

Który tor najchętniej byś odwiedził? 

Najbliżej mamy do Hungaroringu, ale tam wyścig nie jest zbyt widowiskowy. Marzy mi się pojechać na Monzę. W Holandii znajduje się piękny tor, zaraz przy morzu. Nie wspominam już o dalszych kierunkach, jak Arabia Saudyjska, Bahrain czy Singapur. W tym roku mieliśmy pierwszy wyścig w Miami, mocno rozreklamowany. Wydawało się, że nie przyniesie większych emocji, ale podziało się dużo fajnych rzeczy, sporo walki na torze. 

W F1 dużo się ostatnio dzieje. 

W 2022 roku nastąpiła zmiana w przepisach, samochody są totalnie przeprojektowane, co spowodowało, że stawka bardzo mocno się wyrównała. Już w ubiegłym roku było stosunkowo równo, walka Red Bulla z Mercedesem do ostatniego wyścigu, dosłownie do ostatnich zakrętów. Nowy właściciel Formuły 1 próbuje jak najbardziej uatrakcyjnić i rozpowszechnić brand F1 na całym świecie, stąd nowe lokalizacje, czy kolejne sezony serialu "Drive To Survie'.  

Masz ulubiony team? 

Oczywiście, Red Bull, trzymamy kciuki a Max w tym roku odrobił już straty, liczymy, że znów wygra i obroni tytuł. Do swojej kolekcji na trzydzieste urodziny dostałem bardzo fajny prezent, wysokiej klasy, bardzo szczegółowy model samochodu F1, który po zwycięstwie Maxa naprawdę sporo zyskał na wartości. Jest to taka moja perełka w kolekcji, tylko czekam, aż będę miał możliwość jej zaprezentowania. 

Śmiało! 

A poza F1 interesujesz się motoryzacją? 

Totalnie. Moja żona żartuje, że nie musi się bać, kiedy wychodzę na miasto, bo nie oglądam się za dziewczynami, tylko za samochodami. Jeśli ktoś potrzebuje pomocy, porady przy wyborze marki i zakupie, to można zgłaszać się do mnie. Jazdy testowe, jak najbardziej. 

Sam szybko śmigasz? Masz "ciężką nogę"? 

Pomidor 😊 Kiedy nasz dyrektor zadzwoni z Łodzi, to w razie czego mogę szybko się tutaj pojawić.  Trzeba jeździć z głową, jak ktoś chce poświrować, to zapraszam na tor. Bardzo chciałbym ogarnąć prawo jazdy na motocykl i sprawić sobie jakiś fajny sprzęt, żeby dojeżdżać do biura omijając korki. 

Jesteś bardziej petrolheadem, czy AFOLEM? 

Mam bzika na punkcie LEGO od dziecka, buduję swoją małą kolekcję, która będzie wyłącznie zyskiwała na wartości. 

Układasz te klocki? 

Nie, zostają w pudełkach. Mało kto wie, że pewne zestawy są uznawane za jeden z najlepszych instrumentów inwestycyjnych, broniący inwestora przed inflacją. LEGO co roku publikuje listę zestawów, które są usuwane z produkcji, można zarobić na nich nawet kilkaset procent ich pierwotnej wartości. 

Masz wymarzony zestaw? 

Są takie, o których zawsze się marzy, jak choćby Sokół Millenium. Mam usposobienie geeka, bardzo lubię gadżety, kolekcjonerskie przedmioty. Problemem wielu kolekcjonerów jest zagubienie w kolekcjonowaniu. Trzeba wiedzieć, co się zbiera, ja mam swoje cele, jak kilka zestawów LEGO czy modeli F1. 

Powiedz czy twoim celem była również wygrania w naszym firmowym wyzwaniu RUN & WALK? 

Zmobilizowało mnie to do powrotu do zaniedbanej przez kilka lat aktywności fizycznej. Kiedyś bieganie, pływanie, kolarstwo górskie, crossfit, tańce, skakanka, piłka nożna czy koszykówka. Teraz do tego wracam, fajnie, że w iTechArt realizujemy takie wyzwania, na swoim przykładzie wiem, że to motywuje. Patrząc po kosmicznych wynikach wykręconych przez kolegów i koleżanki, gratuluję wszystkim. Nie spodziewałem się tak silnej konkurencji, nasz dyrektor Paweł podniósł poprzeczkę wysoko, ale w następnej edycji będę już przygotowany. 



Spotykając cię w biurze i oglądając twoje zdjęcia, nie mogę nie zapytać o strój. 

To wizytówka moja i mojego podejścia do drugiej osoby, do klienta, do projektu. Chciałbym budować profesjonalny wizerunek, odpowiedni ubiór, dostosowany do okazji, tylko temu pomaga i powoduje, że pomimo młodego wieku wyglądam poważnie, adekwatnie do sytuacji. Jest to próżna cecha, ale myślę, że mogę powiedzieć o tym głośno: każdemu mniej lub bardziej zależy na wyglądzie. Sam mam poważną konkurencję we Wrocławiu, bo nasz kolega Dawid też mocno stawia na profesjonalny ubiór. Nie mogę zaniżać standardów, muszę stale pilnować, żeby nikt nie pomylił, kto jest szefem (śmiech). Ja szczególnie lubię brytyjski styl. 

Smart casual? 

Bardzo męski, pasujący do każdej okazji. Czy to do wieczornego wyjścia na miasto, czy na szybkie zakupy. Brytyjczycy nawet na polowanie ubierają się stylowo, więc można. Ciekawe są same materiały, produkcja, technologia. Moim zdaniem każdy facet powinien mieć przynajmniej jedną parę takich porządnych, ręcznie uszytych butów, bo jest to zupełnie inny komfort w porównaniu do tych produkowanych seryjnie. To samo tyczy się chociażby szytego na miarę garnituru czy zegarka ze szwajcarskiej manufaktury. To oczywiście pewnego rodzaju ekstrawagancja, która jednak buduje status i zmienia optykę odbioru przez innych.  

Wybierasz wszystko sam? 

Tak, mam swoje preferencje. Korzystam też z inspiracji proponowanych między innymi przez Jakuba Roskosza. Polecam jego profile w mediach społecznościowych i blog, to niezwykle ciekawa i inspirująca postać związana z nowoczesnym biznesem i klasyczną modą męską.  

Czyli można przyjść do ciebie nie tylko po poradę samochodową, ale także wizerunkową? 

Oczywiście. 

Dobrze wiedzieć! Dziękuję za wywiad!